
Dlaczego nuda jest dziecku potrzebna?
„Nudzi mi się…” – to jedno z najczęstszych zdań, jakie słyszą rodzice. I jednocześnie jedno z tych, które bardzo szybko uruchamiają ich działanie. Jeszcze jakiś czas temu częściej mieli w torbie małą zabawkę, kredki, coś do rysowania albo manipulowania. Dziś najczęstszą odpowiedzią na nudę jest szybka, gotowa stymulacja. W opiekunie pojawia się potrzeba, żeby coś zaproponować, zorganizować, zająć, zaciekawić, odwrócić uwagę. NUDA bywa dla nas – dorosłych – czymś niepokojącym, czymś, co odruchowo staramy się zapełnić.
Dziecko, które nie wie, co zrobić ze sobą
W pracy z dziećmi nierzadko spotykam się z sytuacją, w której młody człowiek – pozostawiony bez konkretnego zadania czy gotowej formy rozrywki – naprawdę nie wie, co ze sobą zrobić. Nie sięga po książkę, układankę. Nie inicjuje zabawy. Nie ma pomysłu. Często pojawia się wtedy frustracja, złość albo szybkie sięganie po najłatwiejsze źródło bodźców – ekran. To nie jest kwestia braku chęci. To raczej brak doświadczenia w byciu w stanie, w którym… nic się nie dzieje.
Nuda jako ważny moment w rozwoju
Nuda jest stanem, który z perspektywy układu nerwowego ma bardzo konkretne znaczenie. To moment obniżonej stymulacji, braku gotowych bodźców z zewnątrz, „pustej przestrzeni”, którą trzeba jakoś wypełnić. I właśnie wtedy zaczyna się proces, który jest niezwykle ważny rozwojowo. Dziecko
- zaczyna szukać,
- testuje różne możliwości,
- tworzy coś nowego.
To nie jest łatwy czas. Często zaczyna się od marudzenia, chodzenia bez celu, narzekania, ale jeśli ten moment nie zostanie natychmiast przerwany, ma szansę zrodzić się INICJATYWA.
Dlaczego dzieci coraz gorzej znoszą nudę?
Wielu rodziców działa z troski. Chcemy, żeby dziecko się nie nudziło, żeby było zajęte, rozwijane, zaopiekowane, żeby nie przeszkadzało. Problem pojawia się wtedy, gdy każda chwila nudy jest natychmiast wypełniana gotową rozrywką, podpowiedzią, organizacją czasu przez dorosłego. W takiej sytuacji dziecko nie ma okazji:
- nauczyć się zaczynać „od zera”,
- doświadczać chwilowego dyskomfortu,
- samodzielnie dochodzić do pomysłów.
Z czasem może to prowadzić do sytuacji, w której bez zewnętrznej stymulacji trudno jest mu podjąć jakiekolwiek działanie.
Nuda to nie brak – to początek
W gabinecie terapeutycznym widzę, jak ważne jest budowanie u dziecka zdolności do bycia „ze sobą”, bez ciągłego dostarczania bodźców. To nie oznacza zostawiania dziecka samego sobie bez wsparcia.
To raczej dawanie mu przestrzeni na to, żeby mogło: spróbować, poszukać, przez chwilę „nie wiedzieć”. Bo właśnie w tym „nie wiem, co robić” zaczyna pojawiać się coś bardzo ważnego- SAMODZIELNOŚĆ.
Co może zrobić rodzic?
Nie chodzi o to, żeby nagle przestać organizować dziecku czas. Raczej o drobną zmianę w reakcji. Kiedy dziecko mówi: „nudzi mi się”, nie zawsze trzeba od razu proponować rozwiązanie. Czasem wystarczy:
- zauważyć („słyszę, że się nudzisz”),
- wytrzymać chwilę dyskomfortu,
- dać przestrzeń („jaki masz pomysł?”).
Nuda nie jest problemem. Jest procesem, do którego warto dopuścić, bo to, co z zewnątrz wygląda jak „nic”, często jest początkiem czegoś istotnego. Pojawia się poczucie sprawstwa, satysfakcja i przekonanie, że potrafię sam coś rozpocząć. To jedna z dróg do jego rozwoju.
